Kirgistan to miejsce, w którym trudno odłożyć aparat. Zmieniające się krajobrazy sprawiają, że kolejne kadry pojawiają się właściwie same. Podróżniczka i fotografka Martyna Gwiżdż zabiera nas w podróż po tym niezwykłym kraju, a w tle tej historii pojawia się filtr polaryzacyjny Marumi Super DHG, który towarzyszył jej podczas całej wyprawy.
Kirgistan. Za każdym zakrętem inny świat.

Są podróże, z których wraca się z setkami zdjęć. I są takie, z których wraca się przede wszystkim z poczuciem, że aparat nie był w stanie zapisać wszystkiego, co widziały oczy.
Kirgistan zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Już pierwsze kilometry tej podróży uświadomiły nam, że będzie to wyprawa pełna krajobrazów, których trudno szukać gdziekolwiek indziej. Rozległe przełęcze sięgające nawet 3500 m n.p.m., szutrowe drogi prowadzące przez niemal bezludne przestrzenie, wysokie góry, doliny, jeziora i niekończące się połacie traw. A przede wszystkim poczucie wolności, które pojawiało się za każdym razem, gdy droga znikała gdzieś pomiędzy kolejnymi pasmami gór.
Krajobraz zmieniał się nieustannie. I za każdym razem wydawało nam się, że właśnie zobaczyłyśmy najpiękniejszy widok całej podróży.
Po kilku dniach zabrakło nam już epitetów.

Droga, kurz, góry i błękit nieba
Kirgistan najlepiej poznaje się z drogi. Nie tej asfaltowej i wygodnej, ale wijącej się przez góry, pełnej kamieni, nierówności i pyłu.
Szutrowe drogi miały jednak swoją cenę. Kurz unosił się za samochodem, wciskał do jego wnętrza i osiadał dosłownie na wszystkim – również na aparacie i filtrze. W takich warunkach sprzęt fotograficzny dostaje swoją własną lekcję przetrwania.

Podczas tej wyprawy korzystałam z filtra polaryzacyjnego Marumi Super DHG. Nie był głównym bohaterem mojej fotograficznej historii, ale bardzo szybko stał się jednym z tych elementów sprzętu, o których podczas fotografowania właściwie się nie myśli. Jest na obiektywie, działa i nie przeszkadza. A w podróży to naprawdę dużo.
W takich warunkach szczególnie doceniłam łatwość jego czyszczenia. Zastosowane powłoki hydrofobowe i oleofobowe ograniczały osadzanie się zabrudzeń, dzięki czemu wystarczyło przetrzeć filtr i można było dalej fotografować. Przy codziennym przemieszczaniu się, ciągłym wysiadaniu z samochodu i fotografowaniu w zakurzonym otoczeniu miało to duże znaczenie.
Co ważne, podczas całej podróży nie zdjęłam go z obiektywu ani razu.

Przy tak dużej liczbie górskich krajobrazów nie widziałam powodu, żeby to robić. Filtr polaryzacyjny CPL pozwalał mi kontrolować odbicia, kontrast i nasycenie sceny, szczególnie w połączeniu z intensywnie błękitnym niebem i mocno oświetlonymi zboczami gór.
Równie praktyczna okazała się radełkowana, satynowa oprawka, która pozwala sprawnie obracać filtr i pewnie operować nim nawet wtedy, gdy warunki nie są idealne.
Zależało mi przede wszystkim na wyraźniejszym oddzieleniu nieba od krajobrazu, większej głębi i pełniejszych kolorach. Nie chodziło jednak o to, żeby każdy kadr maksymalnie „podkręcić”. Możliwość obracania filtra i regulowania stopnia polaryzacji pozwalała dobrać efekt do konkretnego światła i sceny.
A tych scen było niezliczenie wiele.

Droga, która sama tworzy kadry
Kirgistan fotografuje się właściwie bez końca.
Dzikie konie pojawiające się gdzieś na zboczu. Stada owiec przemieszczające się przez dolinę. Jaki wędrujące wzdłuż koryta rzeki na tle gór. Samotna droga niknąca w ogromnej przestrzeni. I człowiek, który nagle orientuje się, że od kilkunastu minut jedzie w kompletnej ciszy, patrząc na krajobraz, którego nie sposób porównać z niczym, co widział wcześniej.
To właśnie poczucie wolności było jednym z najważniejszych doświadczeń tej podróży. Niekończąca się przestrzeń i świadomość, że przez długi czas nie spotka się żadnego miasta ani samochodu. Tylko góry, niebo, droga i zwierzęta.
Wieczorem przychodziła pora na jurty. Nocowanie w nich było jednym z najbardziej charakterystycznych doświadczeń wyjazdu. Proste wnętrza, niezwykła gościnność Kirgizów, wspólne posiłki i świadomość, że znajdujemy się gdzieś bardzo daleko od codzienności.


Song-Köl i mali fotografowie
Jednym z najcieplejszych wspomnień z całej podróży pozostanie dla mnie jezioro Song-Köl.
To właśnie tam, pośród rozległych łąk otoczonych górami, miałam okazję fotografować lokalną społeczność. Dzieci biegały wokół jurt, dorośli zajmowali się codziennymi obowiązkami, a życie toczyło się w rytmie zupełnie innym niż ten, który znamy na co dzień.
Przez chwilę to ja obserwowałam ich przez wizjer aparatu. A później role całkowicie się odwróciły.

Dzieci z ogromną ciekawością podeszły do mojego aparatu i bardzo szybko postanowiły sprawdzić, jak to jest być po drugiej stronie obiektywu. Zabrały mi aparat i zaczęły fotografować nas, wywołując przy tym mnóstwo śmiechu.
Sprzęt okazał się jednak zdecydowanie większy od ich małych rączek. Z trudem utrzymywały ciężki aparat, przekładając go sobie z rąk do rąk, naciskając spust migawki trochę na oślep i zostawiając przy tym mnóstwo małych odcisków palców na całym obiektywie i filtrze.
Po tej spontanicznej fotograficznej sesji wystarczyło jedynie sięgnąć po ściereczkę i przetrzeć filtr. W podróży, w której wcześniej walczyłyśmy głównie z wszechobecnym kurzem, tym razem największym przeciwnikiem okazały się dziecięce paluszki.
To właśnie takie drobne momenty najlepiej przypominają, że fotografia często staje się pretekstem do spotkań. Aparat nie tylko pozwala obserwować świat, ale czasem sprawia, że ludzie sami chcą zajrzeć do naszego.


Czy można się przyzwyczaić do takich widoków?
Chyba nie.
Nawet po kilkunastu dniach kolejne krajobrazy wciąż potrafiły nas zatrzymać. Myślałyśmy, że następne miejsce już nas nie zaskoczy. A potem droga wspinała się jeszcze wyżej i przed nami otwierała się kolejna ogromna panorama.
Kirgistan jest pełen takich momentów.
I być może właśnie dlatego przywiozłam z niego tak wiele zdjęć, choć mam poczucie, że żadne z nich nie pokazuje w pełni tego, co widziałyśmy.
Bo jak sfotografować przestrzeń, w której przez kilka minut nie widać nic poza górami?
Jak pokazać ciszę?
Albo to uczucie, kiedy stoi się na przełęczy ponad 3000 metrów nad poziomem morza i po prostu patrzy przed siebie?
Można próbować. Można wykorzystać światło, polaryzację i odpowiednią perspektywę.
Ale ostatecznie i tak zostaje świadomość, że niektóre miejsca trzeba po prostu zobaczyć.
Kirgistan jest jednym z nich.



Tekst i zdjęcia: Martyna Gwiżdż @martynagwizdz_











